Topole (z cyklu „Nasze drzewa” Edmunda Jankowskiego)

Topole jako osłona ogrodu użytkowego – wg Izabeli Czartoryskiej

A nad wodami, jako szereg topielic, zawodzą nocą korowód wyniosłe topole: to pochylają ku sobie czoła, to wyginają sterczące gałęzie, jak wyschłe ramiona, ku niebu błagalnie wzniesione. Coś zdaje się szeptać z cicha, nawet przy spokojnem powietrzu, a pod uderzeniami skrzydeł wiatru zawodzą tęskne żale, wzdychają, jęczą…

Tak się wydaje nieraz nam współczesnym, ale podobnie musieli odczuwać te drzewa i starożytni. U Rzymian nazwa ich (Populus) była jednobrzmiąca z nazwą „ludu,” a znali oni głównie tę topolę, która nosi u nas nazwę włoskiej (piramidalnej). W istocie, szeregi tych drzew wyglądają z daleka niby wojsko olbrzymów, do ataku uszykowanych. Topola włoska jest bardziej od innych charakterystyczna, a wśród drzew naszych, zwłaszcza dawniej – bo dziś mamy ich dość podobnej formy – stanowiła zjawisko jedyne w swym rodzaju. Od czasów też Sobieskiego, gdy ją wprowadzono, rozpowszechniła się po kraju w zadziwiający sposób. Ona to wystrzela swą smukłą postacią ponad inne drzewa w środku skupin; ona stanowi graniczne punkty parku; ona osłania budynki i od piorunów je broni; ona wreszcie jest przedmiotem , o który chętnie potrąca wzrok nasz, puszczony swobodnie po Mazowieckiej, płaskiej ziemi.

Jako ogrodnicy, wolimy drzewa zdrowe; jako estetycy, musimy zaznaczyć malowniczość tej topoli nawet wtedy, gdy wierzchołki jej zaczynają schnąć, a na zmartwiałym czubie klekoczą bociany, które chętnie na tej wyżynie układają swe rosochate, nagie gniazda. Jako przeciwstawienie z bujnem życiem otoczenia, jako memento mori w śród bogatej zieleni łąk i skupin – mają topole włoskie pewne znaczenie, są niejako potrzebne dla uzupełnienia całości.

Klomb z topoli projektu Izabeli Czartoryskiej.

Obumieranie ich zaś takie od wierzchołków nie wynika z tego, że jakoby gatunek ten już się zestarzał, jak chcą pewni botanicy— lecz dlatego, że życie ich z natury jest niedługowieczne. Pod tym względem nie stanowią one wyjątku od zasady, że to, co żyje prędzej — żyć musi krócej. Wzrost ich z młodości jest zadziwiająco bujny, bo często roczne przyrosty miewają po parę metrów długości. W kilkanaście lat zatem wyrasta drzewo wysokie i grube, żyje mniej więcej dwa razy tyle i ginie wyczerpawszy grunt wokoło. Gdy jednak będziemy je zasilali nawozami, lub też jeżeli trafi na ziemię bardzo żyzną i wilgotną, wtedy życie topoli piramidalnej przedłuża się do lat 100 i więcej.

Jeżeli sam, czytelniku, jechałeś drogą do Kazimierza ponad Wisłą, musiałeś za Parchatką przejeżdżać szosą w pobliżu Wisły. W tem malowniczem miejscu z pewnością zwróciłeś uwagę na wspaniałe, jeszcze zdrowe kanciaste pnie topoli, okryte szmaragdem mchów i poważną siwizną porostów. Korony ich bujne i pysznie zielone urągają wiekowi, chociaż sadziła je w początku zeszłego stulecia Izabela z Flemmingów Czartoryska.

Zatrzymaliśmy się nad tą topolą dłużej, bo tu, gdzie cyprys nie rośnie, jest ona drzewem niezwykle malowniczem, a zwłaszcza alejowem. Starsi mieszkańcy Warszawy pamiętają aleję Jerozolimską, gdy była aż do rogatek obsadzona temi topolami. Niejedna droga do wiejskiego dworu i dziś jeszcze prowadzi wśród szeregów topoli włoskich. Co za wspaniałe perspektywy! Szkoda tylko, że tak niedługotrwałe.topole - aleja przydrożna

Henryk Poddębski – aleja topolowa pod Zborowem

Dlatego też pomiędzy topolami lub w pewnej od nich odległości sadzimy inne drzewa trwalsze. Tak np. prześlicznie wygląda aleja topolowa, a z nią po obu stronach świerki, na sadzone rzędami. Ponieważ topola włoska udaje się i w ziemi piaszczystej (z gliną w głębi), więc dobrze się z nią łączą modrzewie, posadzone równolegle do alei i po obu stronach, rzędami odległymi od topoli o jakie 4-5 m.

Topola piramidalna do niedawna była drzewem najpospolitszem w naszych ogrodach ozdobnych, ale ją coraz bardziej zarzucają. Ma złą opinię szerzenia robactwa, co zresztą nie jest prawdą, bo owady, jej właściwe, na inne drzewa rzadko przechodzą. Ale schną jej prędko wierzchołki, a tego jedni ludzie nie lubią, inni znowu, w tym nerwowym wieku , boją się zbytniego szumu; praktyczni wreszcie gospodarze twierdzą (słusznie), że długim i korzeniami) sznurującymi pod powierzchnią – uboży okoliczne ziemie.

Wszystko to prawda, a jednak w lżejszych zwłaszcza ziemiach będziemy jej używali i nadal. Będziemy ją też rozrzucali po łąkach wyższych i wzgórzach, tu i owdzie na skraju parku, na wiejskich cmentarzach i niektórych drogach. Na zmianę, dla kontrastu, dodamy jej, jeszcze szerszą i pełniejszą białą topolę pira midalna (P. alba Bolleana), której 6 okazów pięknie rośnie w parku Ujazdowskim przy wejściu, wprost wielkiego kwietnika.

Całe Powiśle, jego kępy i wybrzeża usiane są wielkiemi drzewami, o rzadkich a daleko rozstawionych konarach, pokrytych drobnymi liśćmi. Pnie czarne obejmuje w głębokie brózdy popękana kora, a cała powierzchnia tych drzew powydymana jest falisto w guzy i narośle, często grubym wałem cały pień obejmujce. To sokora, cz. topola czarna, zwana też powiślańską. Drzewo, tępione zawzięcie gdzie indziej, zarobaczone, nieładne, ale pożyteczne, bo guzy jego posiadają słój piękny, dają się politurować i używają na stolarszczyzny i wykładania. Z liścia do niej podobna jest smukła osina; ona to miała posłużyć na szubienicę Judaszowi, więc do tej chwili, a i po świata koniec będzie drżała ze wstydu, boleści i wstrętu.

Tak mówi piękne podanie. Botanicy jednak znaleźli łatwo przyczynę tego wiecznego ruchu listków osiny. Oto ogonek jej liści jest spłaszczony, i to w kierunku prostopadłym do blaszki. Więc skądkolwiek powieje, choćby najlżejszy zefirek trąca to w blaszkę, to w ogonek liścia i nadaje mu ruch. Osina uważa się wśród drzew za szkodliwy chwast, bo się rozłazi bardzo daleko korzeniami i puszcza z nich nieskończoną liczbę odrostków. Mimo to w ziemiach tanich a wilgotnych może ona znaleźć miejsce, bo białe jej drewno dostarcza wybornych gontów, służy na lekkie wyroby, na sztyfty do butów, dostarcza drewienek do zapałek it.p.

Topole nad stawem w Zofiówce Potockich

Śliczny jest białodrzew (Populus alba), drzewo wyniosłe, szerokie, o siwej korze i liściach dość dużych, srebrzysto-białych z wierzchu i spodu. I tego drzewa coraz mniej napotykamy, a w ogrodach strojnych prawie już nigdy. Czemu? Ponieważ tłumi wzrost innych, a rozchodzi się tak samo, jak osina. Za to gdzieś, na zaniedbanej ziemi, nad strugam i lub rzekami, na kępach lub pustkowiach, cóż za wspaniałe to zjawisko, gdy niczem nie skrępowane wyrośnie pod niebo! Prawdziwe drzewo królewskie.

Dużo ma z niem pokrewnego topola kanadyjska, o wiele jednak szlachetniejsza. Przede – wszystkiem żadna pomiędzy topolami nie dorówna jej siłą, wzrostem, wielkością. Nie zapomnę nigdy tak zwanych „topoli cesarskich” w parku biało-cerkiewskim. Jak srebrne, oksydowane potężne kolumny stoją one w bogatej ziemi ukraińskiej, wznosząc królewskie korony ponad nie byle jakie dęby, jesiony i wiązy. Tych pięknych drzew warto by sadzić więcej w miejscach wilgotnych i pożywnych.

Na niektórych ulicach Warszawy, a między innemi na Marszałkowskiej i innych, blizkich okopów, rosną jeszcze teraz olbrzymie drzewa. Potwornej grubości ich pnie są i w ogrodzie Saskim. Głęboko w brózdy poorana kora, pień, u dołu jak na rozkraczonych, wielkich łapach stojący, potężne gałęzie, jak całe inne drzewa grube, duże liście, obfitą koronę tworzące – to ich cechy. A na wiosnę, gdy listki z pąkówek wychodzą, gdy się na ziemię sypią ciemne, do gąsienic podobne bazie – całe powietrze przesycone jest wonią aromatyczną, wonią „pomady topolowej.” Nie innej, bo to jest właśnie topola balsamiczna, przybysz z Ameryki, jak i poprzednia, doskonale u nas zadomowiony. Jest to jedno z najpiękniejszych drzew parkowych i alejowych, ale wymaga dużo przestrzeni.

Jeszcze tylko jedną wymienię: topolę syberyjską, jako najlepszą może z a lejowych. Piękne to drzewo, o pniu prostym, korze jasnej, a liściach licznych i lśniących, do gruszowych podobnych. Daje się strzydz, koronę tworzy stożkową, jest wyborne i okazałe.

Gdybyśmy chcieli opisać choć główne inne gatunki i formy, pewno nic chciały by nas słuchać piękne czytelniczki, a i tak nie wiemy, czy aż dotychczas wytrwać raczyły. Dla tych jednak najłaskawszych i najcierpliwszych powiemy w końcu, że topola z drzew sadzonych jest u nas tak pospolita, jak wierzba, ale pożyteczniejsza, bo daje opał, deski, wyroby it.p. Rozpowszechnienie, nawet na około chat, zawdzięcza nader łatwemu rozmnażaniu się, bo i grube jak ramię, a wysokie na dwóch ludzi koły w ziemi wypuszczają z siebie korzenie i drzewami się stają. Dlatego pomimo wad jest ich tyle, tyle!

Zresztą, wytrzymałe na głód i chłód, jak ów żołnierz, który to idzie borem lasem; zadowolone i z klimatu i z chudej gleby naszej, szumią sobie i szumieć będą długo nad szarą Wisełką i słomianą strzechą ubogiego kmiecia, nad białym dworkiem ziemianina, nad mogiłami naszych ojców i naszem i, gdy Bóg nić żywota przetnie

Edmund Jankowski

przedruk z Tygodnika Illustrowanego 1902

Źródło ilustracji: polona.pl. fotografia własna