Różowa Konewka – przygody ogrodowe

Różowa Konewka przez długi czas stała na półce między innymi konewkami. Za oknami centrum ogrodniczego padał deszcz. Potem spadł śnieg. Przyszła zima. Nikt nie interesował się konewkami. Wszyscy kupowali kolorowe ozdoby choinkowe.
Nagle pojawiły się w sklepie żółte narcyzy i prymulki. Różowa Konewka nie zorientowała się, że oto przyszła wiosna. Nastała pora zakupu nowych konewek.
– Jaka piękna konewka – cienki dziewczęcy głosik wyrwał Różową Konewkę z zimowego snu. Kupmy ją mamo, kupmy.
Ciepła, mała rączka chwyciła Konewkę za ucho. Jej blaszane serce drgnęło. Poczuła, że nadeszła pora by opuścić zakurzoną półkę.

Zbyt długo stała w rzędzie plastikowych zielonych konewek. Sitko zaczął pokrywać kurz. Mało brakuje, aby dziurki ułożone w zgrabne okręgi całkowicie się zatkały.
Dziewczynka wpatrywała się w konewkę. Duże ciemne oczy okolone firankami rzęs wyrażały niemy zachwyt. Różowa Konewka nie znała jeszcze tego uczucia. Nie wiedziała co to jest podziw dla pięknej rzeczy, ale blask bijący z oczu dziewczynki nie pozostawiał wątpliwości co myślała: ta konewka jest prześliczna!
– Gusiu, ale ona ma skrzywione ucho. Pewnie dlatego ciągle tu stoi – głos wysokiej pani wstrząsnął Konewką. Miała skrzywione ucho! To dlatego tak długo stała na zimnej sklepowej półce.
– Mamo – głos dziewczynki zadźwięczał ostro – ja też jestem trochę zepsuta.
Wysoka pani nazywana przez Gusię Mamą włożyła Różową Konewkę do sklepowego koszyka. Konewce aż zawirowało w rurce od zapachów. Znała już zapach upojnych hiacyntów. Żółte narcyzy pachniały ostro. Rozpychały się w koszu, przygniatając cebulami małe, błękitne szafirki. W tej kakofonii barw i aromatów Różowa Konewka jechała do ogrodu Gusi.

Wiele razy słyszała to magiczne słowo OGRÓD. Była strasznie ciekawa co ono oznacza. Z przejęcia zaczęło ją swędzić sitko. Nie mogła się jednak podrapać, bo nie miała rąk. Pomógł jej narcyz delikatnie muskając dziurki długimi liśćmi.
Ogród to na pewno cudne miejsce. Tam trafiały wszystkie te piękne kwiaty, krzewy i drzewa z centrum ogrodniczego.
-Mamo – przez gąszcz konewkowych myśli przedarł się miły głos Gusi. Różowa konewka będzie miała na imię Rózia.
– To od róży? – mama upewniała się czy dobrze zrozumiała córkę.
– Nie, od różowego koloru.
Różowa Konewka zaskoczona byłą swoim nowym imieniem. Nie wiedziała jeszcze czy to imię się jej

podoba.

Ogród, ogród, ogród… Rózia poczuła się rozczarowana ogrodem. Drzewa straszyły ja powyginanymi konarami. Nie miały liści, tylko jakieś nabrzmiałe wyrostki na gałęziach. Nie było kolorowych kwiatów. Ogród był brązowy i szary. Gdzieś w końcu ogrodu dostrzegła trochę zieleni. Kilka strojnych choinek pyszniło się swoją zielenią. Różowa Konewka widziała to z daleka. Stały dumne i wyprostowane. Pokryte zielonymi igłami gałęzie sterczały im na boki…

Ciąg dalszy ogrodowej bajki dla dorosłych i dzieci na

Różowa Konewka

Piszę tę bajkę w nieregularnych odcinkach. Wkrótce następny odcinek.

Zdjęcie Różowej Konewki zawdzięczam Hance Andrus.