Niesztampowy kolekcjoner roślin – Józef Rostafiński

Mam taki kajecik w którym zapisuję różności ogrodnicze. Ciekawe rośliny, fajne połączenia, złote ogrodnicze myśli. Jest też tam mała kolekcja nazw. Warszawianka obok kosmosu, turki walczą z aksamitką, józefek  zmienia tożsamość i staje się hyzopem. Odkryciem z tego roku była nazwa „krakowiaki” dotycząca pelargonii (chyba chodzi o te w stylu „vintage” z czerwonymi kwiatami).

Podobną pasję zbierania nazw miała Eliza Orzeszkowa i wybitny polski botanik Józef Rostafiński. Uwielbiam jego prace. Czym on się nie zajmował!

Fundamentalną książką Rostafińskiego jest „Przewodnik do oznaczania roślin w Polsce dziko rosnących” Jest to pierwszy klucz do oznaczania roślin, z którym się zetknęłam w dzieciństwie. Nie bezpośrednio jednak. Przeczytałam o niej w powieści Anny  Kamieńskiej „Rozalka Olaboga”. Od tamtej pory (prawie półwiek to już) nazwisko Józefa R. kojarzyło mi się z botaniką. Pamiętam, że pod wpływem lektury bardzo pragnęłam mieć taki klucz do oznaczania roślin. Do dziś nie mam (ale ma go Magda z bloga barwyogrodu).

Selerowate z „Przewodnika do oznaczania roślin w Polsce dziko rosnących„: 161 – szalej jadowity, 162 – sierpnica pospolita, 163 – podagrycznik pospolity, 164 – kminek zwyczajny

Z bardziej przyczynkarskich prac wymienię: „Zielnik czarodziejski to jest Zbiór przesądów o roślinach” (ciągle wznawiany, chyba z racji tytułu), „O czerwonym i żółtym śniegu w Tatrach” (wpływ glonów na barwę śniegu), „Cyprysy Jana III„, „O pochodzeniu kucmerki” (jak zrobić portret kucmerki przeczytacie na blogu off ogrodniczki), „Księżna wojewodzina bracławska (Anna Jabłonowska) jako przyrodniczka”  (warto zerknąć do mojego cyklu „Kalendarz ogrodnika”  gdzie często cytuję  Annę Jabłonowską), „Rośliny miłośnicze” (roślinne afrodyzjaki), „O nazwach oraz użytkach ćwikły, buraków, barszczu„.  Wśród jego prac znalazłam też artykuł nt. potrzeby zbierania nazw roślin. Aby Was, moich drogich Czytelników, nie kłopotać zdobywaniem tej lektury tekst ów zamieszczam poniżej.

Selerowate z „Przewodnika do oznaczania roślin w Polsce dziko rosnących„: 165 – biedrzeniec mniejszy, 166 – marek szerokolistny, 167  – przewiercień okrągłolistny, 168 – kropidło wodne

 

O  NAUKOWEM ZNACZENIU NAZW ROŚLINNYCH I POTRZEBIE ICH ZBIERANIA .

„Nazwy roślinne, ale jakie? — naturalnie polskie i to nie fabrykaty książkowe, ale nazwy żyjące ludowe; o te nam tu chodzi i te mają, jak to postaramy się wyjaśnić, nieraz doniosłe naukowe znaczenie. Z pomiędzy mnóstwa przykładów, jakie mi się cisną pod pióro, wybiorę dwa, które bez szerokich wywodów, może najlepiej rzecz całą wytłumaczą.

W całej Polsce, jak długa i szeroka, spotka się ziele, ze złożenia drobnych, białych kwiatów, do marchwi, kopru i innych baldalszkowych roślin podobne, które kiedyś w okolicach Krakowa, jak świadczy sławny i zasłużony mistrz Szymon Syreński, niegdyś (w końcu XVI wieku) profesor Jagiellońskiej Akademii, nazywało się „Kozią stopką”. Dlaczego? W to już wchodzić nie będziemy, dość dla nas, że jak Karol Linne nadawał roślinom dziś używane, naukowe nazwy, przezwał ją po łacinie: Aegopodium Podagraria. Ztąd po książkach nazywają je też podagrycznikiem, ale lud, tu i owdzie u nas i na Rusi nazywa je dziś gier. Ta jedna nazwa gier, dziś tylko ludowa, jest żyjącem świadectwem, że u nas kiedyś uprawiano zupełnie inną roślinę na pokarm. Nazwa nie mówi wprawdzie, kiedy to było, ale jest niezbitym dowodem, że tak było. W rzeczywistości było to bardzo dawno i musimy się, chcąc rzecz należycie zrozumieć, przenieść i w bardzo odległe czasy i w dalekie strony, choćby do ateńskiego Acropolis. Tam i w wielu innych miejscach górzystych Grecyi, rośnie ziele, którego kwiaty zielonawo-białe też są w baldach złożone, ziele wyniosłe, widlasto-gałęziste, do półtora metra wysokości dochodzące, o liściach liściom selerowym podobnych. Jeden ze słynnych uczniów Arystotelesa, Theophrastos, który na trzy wieki przed Chr. opisywał rośliny Grecyi i ich skutki, opowiada o tem zielu, że ma długi, marchwiasty korzeń, którego kora jest czarna i nasiona też czarne, że za nacięciem płynie z tej rośliny sok krzepniejący i do miry podobny, i że bywa używana jako środek leczniczy. Następna wiadomość, jaką mamy o tej samej roślinie, sięga połowy pierwszego wieku. Dioscorides z Anazarbe, grecki ziołopisarz, mówi też, że bywa na jarzynę używana, a korzeń jadany nawet na surowo.

„Czarna jarzyna” – Smyrnium olusatrum czyli przewłoka czarna, pietruszka aleksandryjska (za Zielnikiem Szymona Syreńskiego)

Wiemy też, że współcześnie znają ją i Rzymianie, uprawiają na jarzynę powszechnie i dla czarnej kory korzenia nazywają ją: alrumolus, czarna jarzyna. Od Rzymian przechodzi jej używanie do Galii i innych republikańskich posiadłości Romy. Po upływie wieków staje się na południu i zachodzie Europy pod ogólną nazwą Olusatrum, pospolicie używaną jarzyną, cieszącą się zwłaszcza względami mnichów, którzy ją w swych ogrodach wszędzie pielęgnowali. Naturalnie, że stawszy się codzienną strawą, w ciągu średnich wieków, różnych narodów, otrzymuje w różnych krajach i narzeczach różne ludowe nazwy. Niemcy za Karola  Wielkiego nazywają ją Giersch, a kiedy do nas ztamtąd w XII wieku przychodzi, nazwa jej zostaje spolonizowaną na lepiej po krajowem u brzmiące ger, gir lub girz.

Podagrycznik z „Zielnika” Szymona Syreńskiego.

Wiemy, że i u nas w ciągu średnich wieków jest — przynajmniej w Małopolsce — powszechnie używaną ja­rzyną. Wiemy, że Królowa Jadwiga w d. 8 maja 1390 r. jadła ją na wieczerzę i że zapłacono za tę straw ę 1/2 (ówczesnego) grosza. Długo w Polsce cieszył się gir powodzeniem , bo jeszcze Syreński w swym zielniku, pisanym pod koniec XVI wieku, mówi: „gir, naszym ludziom dobrze znajomy, albowiem bywa wdzięczną i przyjemną jarzyną na wiosnę, póki w klęczą (pęd) nie wyrośnie”, i dalej: „w ogrodach, w sadach cienistych, sam przez się rad rośnie, pod drzewy. Także między gajmi i krzewinami”. Z czego widać, że roślina w skutek powszechnej upraw y praw ie zupełnie zdziczała — tak , że ją mistrz Szymon wprost za krajową uważał, nie domyślając się nawet jej cudzoziemskiego pochodzenia. Schyłek XVII wieku jest końcem powszechnego używania „czarnej jarzyny ”, nie tylko u nas, ale i w całej nieledwo Europie. Wszędzie wyparły ją nowo wprowadzone do kuchni — jak je dziś nazywamy — selery. Tylko w konserwatywnej Anglii najdłużej ją uprawiano i do dziś dnia znachodzi się tam, prawie w stanie zupełnej swojskości. Ja k roślina wyszła z użycia, ja k przestał ją uprawiać wieśniak, tylko nazw a jej zachowała się w śród ludu, przeniesiona na inną roślinę, która kiedyś jeszcze w odleglejszych czasach była naszym przodkom jarzyną. Ze zaś nazw a przeszła na inną w cale roślinę, w tem niema nic dziwnego. Zjawisko to je st bardzo powszechne. W innym miejscu  wykazałem , ja k nazwa buraka przeszła w XVIII wieku na ćwikłę. A podobnych przykładów możnaby znacznie więcej wyliczyć; podam jeszcze jeden. Od XII do XV wieku nazywamy słonecznikiem, to, co się nazywa dziś łubinem, w XIV przez XV i XVI nazwa ta służy, początkowo wspólnie z łubinem, potem wyłącznie dla tego, co się dziś mianuje cykoryą, czy podróżnikiem, a od XVII przechodzi dopiero na dzisiejszy, powszechnie tak nazywany słonecznik. Tak więc, gdyby cała historya źródłowa uprawy tego, jak je za Linnem po łacinie dziś nazywamy Smyrmum Olusatrum, zaginęła, to z tej jednej nazwy „girz” czy „gir” oczywiście niemieckiego „giersch”, moglibyśmy stanowczo i z wszelką pewnością twierdzić, że był czas, kiedy była w kraju naszym znaną i używaną. Jeśli zaś dziś chcemy oznaczyć, jak daleko w Polsce sięgała hodowla tej rośliny, to mamy na to jedyną tylko drogę w zebraniu wiadomości, gdzie ta nazwa, kiedyś ją oznaczająca, „gir” czy „gierz” znaną jest ludowi naszemu. Są też wypadki, gdzie tylko sama nazwa rośliny jest śladem dawniejszego jej używania na pokarm. Ta sama „Kozia stopka”, którą lud dziś w Małopolsce i na Rusi gierem nazywa, nosi na Białej Rusi nazwę „śnitki”, kiedy znów całkiem odmienna cebulkowata ro­ślina bywa w naszych stronach mianowana „śniedek”, „śniadek”. Źródło nazw obu tych roślin jest jedno i to samo. Źródło to może dla nas dziś nie od razu jest zrozumiałe, bo wyrazy: „śniedny” i „śniadek” wyszły już z użycia. A jednakże jeszcze w XVII wieku każdy rozumiał, że „śniedne” rzeczy znaczy tyle co jadalne, a my do dziś dnia zachowaliśmy to pojęcie w codziennem „śniadaniu”, którym to wyrazem lud nieraz obiad nazywa, jako główne jedzenie. Od śniedny więc czyli jadalny powstała nazwa „śniedek”, a od śniadek czyli jadło (w brzmieniu ruskiem śnieti) litewska śnitka. Używanie tych roślin na pokarm odnieść należy do tych prastarych, lechickich czasów, kiedyśmy mieli wszystkiego pięć zbóż i jedną jarzynę i kiedy polne zioła, jagody i owoce stanowiły bardzo ważne źródła, wyżywienia ludności. Śnietki używał lud na Białej Rusi na jarzynę jeszcze w końcu zeszłego stulecia a śniedek „czasu drogości i niedostatku chleba bywa wielką podporą i ratunkiem ludziom uboższym i niedostatniejszym” jeszcze w XVI wieku a może i później, bo jeszcze pod koniec zeszłego wieku zaleca go Parmentier we Francyi w tym samym też celu. Nie w tym jednym naukowym kierunku znajomość nazw ludowych roślin jest bardzo ważna, ze wstydem przyznać jednak musimy, że materyału z ostatnich czasów mamy zebranego bardzo mało. Różne złożyły się na to okoliczności. Oczywiście, iż ogólna znajomość roślin była kiedyś dla społeczeństwa daleko potrzebniejsza, niż dziś jest. Był czas, gdzie rośliny dostarczały nam materyału na broń i pościel, na pokarm i wszelakie sprzęty, na odzież i jej ubarwienie, na środki lecznicze i czarodziejskie. Trwało to długie wieki. Człowiek zgodnie z wyobrażeniem Izraelitów, złożonem w psalmie w tych’ słowach: „Za twoją sprawą, rośnie trawa dla bydła, a zioła na pożytek człowieczy; ty wywodzisz chleb z ziemi”,  wyobrażał sobie, że wszystkie rośliny nie dla siebie, ale dla niego istnieją. Starał się więc je poznać i odkryć ich własności, dla których mogłyby mu być pożyteczne. Znajomość też zielnicza, wśród ludu nawet, m usiała być u nas w średnich wiekach niepospolita, a jak z odkrytego w bibliotece kapituły P. Maryi, przez X. kanonika Polkowskiego, bardzo ciekawego rękopisu widzę, znajomość ziół leczniczych już w X V wieku jest bardzo rozwinięta. Można wobec tego zrozumieć, że Syreński nazywa Miechowitę: Ipokratesem polskim, i że pierwszy druk zielnika Falimierza jest dokonany przez ignoranta, z którego słusznie Urzędów lub Siennik się naśmiewają.

Selerowate z „Przewodnik do oznaczania roślin w Polsce dziko rosnących„: 169 – blekot pospolity, 170 – żebrzyca roczna, 171 – dzięgiel leśny, 172 – gorysz błotny

Ci dwaj, a przede wszystkiem Syreński jest wybornym znawcą roślin krajowych i daje im naturalnie nazwy powszechnie używane. Z upadkiem jednak literatury, w jałowym peryodzie jezuickiego encyklopedyzmu, powoli chyli się i ta jej gałęź coraz niżej, tak, że kiedy zasłużony ksiądz Krzysztof Kluk, zaproszony przez komisyę edukacyjną do napisania pierwszej polskiej Botaniki, bierze się do dzieła, rozporządza bardzo małym zasobem nazw ludowych, które sam zebrał. Dawne skarby zostają zapomniane nie tylko przez niego, ale i jego następców, i zaczyna się fabryka nazw przy biórku, bez względu, że nieraz w żywym języku utrzymywały się inne, o wiele trafniejsze i mające jedynie racyę bytu. W długim przeciągu czasu jeden Kolberg stanowi wyjątek. Ale dopiero z zawiązaniem się komisyi antropologicznej, pod kierunkiem Józefa Majera, w łonie Akademii Umiejętności, rozpoczyna się napraw a dawnych grzechów. Dr. W . Kosiński, prof. P . Parylak,  X . Wł. Siarkowski, pan A. Petrow , a szczególniej p. B. Gustawicz, dają przykłady, jak należy zbierać nazwy ludowe, a jednocześnie wiadomość o wyobrażeniach użytkach, zwyczajach i zabobonach ludu, mających związek ze światem roślinnym. To jednak, co zrobiono, jest kroplą w morzu. Należy się ocknąć i wziąć raźno do dzieła. Wiem z do­świadczenia własnego, że to rzecz nietrudna. Zapewne zrażać będzie każdego ta okoliczność, że trudno mu nieraz oznaczyć roślinę, którą lud w ten albo inny sposób mianuje. Na to jednak dwie rzeczy zauważyć należy: raz, że samo zebranie nazw ludowych w pewnej okolicy, bez uwzględnienia nawet, do czego się te nazwy odnoszą, m a już swoje znaczenie i użytek; powtóre, że takich wątpliwych rzeczy będzie zawsze mniejszość, a nie jest to rzeczą ani trudną, ani uciążliwą zerwać kwiatek, a choćby jeden liść, zasuszyć je i dopisać przy tem nazwę. Z liścia i kwiatu, czasem z ich kawałka można już najdokładniej oznaczyć, o co chodzi. Należy zbierać nietylko same nazwy, ale też gromadzić wiadomości, w jakim celu lud pewnych roślin używa; co hoduje na pokarm czy lek, co dla ozdoby izby, czy przychacia, co dla guseł i zabobonów, co w tych samych celach poza hodowlą zbiera i używa, z czego robi sprzęty i narzędzia, czem się odziewa i czem on to odzienie barwi. Zaczynają się nasze panie nie pomału krzątać w zbieraniu pieśni ludowych, mogłyby zwrócić pracę i w tym innym kierunku, a mogę je, jak i wszystkich, którzy się do tego zabiorą, upewnić, i plon będzie obfity, i donio­ślejsze dla nauki wyniki.”

Selerowate z „Przewodnika do oznaczania roślin w Polsce dziko rosnących„: 173 – pasternak zwyczajny, 174 – barszcz zwyczajny, 175 – kłobuczka pospolita, 176 – trybula leśna.

Tekst pochodzi z czasopisma „Ogrodnik Polski”, 1889 n. 15.

Źródło ilustracji polona.pl

1 Comment

  1. Też bardzo, bardzo lubię Rostafińskiego:) Jego Zielnik to prostu klasyk. Świetnie napisany

Dodaj komentarz