“Roboty” w ogrodzie

“Człowiek ogrodnik powstał na drodze rozwoju kulturalnego, a nie na drodze rozwoju naturalnego. Gdyby powstał z natury, wyglądał by inaczej, nogi miałby jak chrabąszcz, aby nie musiał siedzieć w kucki, i posiadałby skrzydła, po pierwsze po to, aby zyskać na urodzie, po drugie, aby mógł się wznosić nad swymi rabatkami. Kto tego nie doświadczył, nie ma pojęcia jak człowiekowi przeszkadzają nogi, jeśli nie ma na czym stanąć; jak okazują się nadmiernie długie, gdy zajdzie potrzeba dłubania palcem w ziemi; jak są niemożliwie krótkie, jeśli człowiek chce dosięgnąć drugiego końca zagonu, a przy tym nie wdepnąć w poduszkę pierściennika lub wyrastającego orlika. (…)
Ogrodnik jest zazwyczaj na górze  zakończony zadkiem, nogi i ręce ma zazwyczaj rozkraczone, głowę wciśniętą  gdzieś pomiędzy kolana, podobny jest do pasącej się kobyły (…) składa swą postać na połówkę, siada w kucki, skraca się w każdy możliwy sposób; jak widać, rzadko kiedy ma ponad metr wzrostu.”
Ten celny opis znalazłam w książce Karela Čapka “Rok ogrodnika”, która ostatnio umilała mi podróż pociągiem do Krakowa.
Przypomnę na koniec października, że w miesiącu tym (wg Čapka oczywiście) ogrodnik znalazłszy w swym ogródku gołe miejsca myśli sobie: “tutaj mi najprawdopodobniej coś zmarniało, chwileczkę, muszę w tym pustym miejscu coś zasadzić na przykład nawłoć albo raczej świecznicę, ale tawułka rosłaby tutaj najlepiej, tyle tylko, że na jesieni bardzie pasował by mi tu pierściennik, ale i omieg na wiosnę nie byłby od rzeczy; stop, ja tutaj sobie dam pysznogłówkę – bądź to Sunset, bądź to Cambridge Scarlet; mniejsza o nią, rósłby tu także dobrze liliowiec.” Po czym głębokiej zadumie udaje się do domu, po drodze przypominając sobie jeszcze to, że i morina jest wdzięczną rośliną, nie mówiąc już o nachyłku [tu autor wymienia pół katalogu ofertowego] (…) następnie przez kilka dni się wścieka , że mu tych kwiatków nie przysyłają, po czym wkracza listonosz z pełnym koszem roślin, a ogrodnik rzuca się z łopatą na owe gołe miejsca. Za pierwszym wbiciem łopaty w ziemię, podważa zwoje korzeni, z których usiłuje się przedrzeć ku górze cały pęk tłustych pączków. „Jezus Maria”; rozlega się jęk ogrodnika, „przecież ja tu mam posadzony pełnik europejski”.

Skąd ja to znam?

PS nr 1. Robot – to słowo wymyślił K. Čapek
PS nr 2. Pierściennik występujący w cytowanych fragmentach strasznie mnie zastanawia. Może jako roślina leczniczo-przyprawowa
PS nr 3. Bloger pokonał mnie i zjadł kawałki cytatów; przeto wsadziłam je w puste miejsca.