„Rok w ogrodzie” – notatki z lektury

To jedna z tych książek, którą kupiłam zaraz po premierze. Cierpię na brak zaawansowanych lektur ogrodniczych, więc zapowiedź, iż ukaże się polskie tłumaczenie obsypanej nagrodami książki Dana Pearsona „Natural selection. A year in the garden”wywołała mocniejsze bicie serca. I choć polski tytuł „Rok w ogrodzie” pomija całkowicie naturalną selekcję z pasją zabrałam się do lektury.

Jest to zbiór felietonów publikowanych w czasopiśmie „The Observer”. Dan Pearson opisuje swe doświadczenia ogrodnicze uzyskane w ogrodach, które projektował w różnych rejonach świata oraz uzyskane w miejskim ogrodzie (i ogródku działkowym) w Londynie i zakupionej kilka lat temu farmie w Somerset. Felietony układają się w rodzaj dziennika ogrodu, w zgodzie z rytmem natury i rytmem kalendarza czyli od stycznia do grudnia. Przedmiotem rozważania znanego projektanta jest ogrodnictwo naturalne.

Wielokrotnie przywołuje sąsiadkę Geraldine. Osobę, która obok rodziców wprowadzała go w tajniki ogrodnictwa. Wspomina tuzy angielskiego Bett Chatto i Christopchera Lloyda. Zabiera nas w podróż do Cotswolds Old Rectory, Garden Muzeum, włoskiego ogrodu Torrechia nieopodal Ninfy – tam gdzie realizował swe najlepsze i najsłynniejsze projekty.

Głównym jednak tematem książki są rośliny. Doskonałym przewodnikiem okazuje się tu obszerny indeks ułożony według polskich nazw roślin. Daje on obraz preferencji Dana (pozwolę sobie na ogrodniczą poufałość), a czytelnikom polskim, uświadamia jak mały asortymet dostępny jest na polskim rynku ogrodniczym (co czasami wynika oczywiście z odmiennych warunków klimatycznych między Wielką Brytanią a Polską). Na przykład wymienia 9 odmian ziemniaka. Zastanawiam się ile ja znam? Do głowy przychodzi mi raptem ‚Irys’, ‚Spartan’ i moje ulubione „amerykany” o czerwonej skórce. Koniec…

Rośliny są wielka pasją Dana Pearsona. Uważny czytelnik, szczególnie ten świeżo zarażany zielonym wirusem, może po lekturze złożyć sobie ogród. Projektant sypie jak z rękawa gatunkami i odmianami bylin i traw, krzewów, drzew. Czyż nie z tych trzech warstw komponujemy ogrody? Do tego opisuje ciekawe zestawienia, które zauważył lub zastosował w swoich realizacjach.

Dużo miejsca poświęca bylinom, szczególnie bylinom zadarniającym. Nie będzie listy, ale pewne rośliny wielokrotnie przewijają się na kartach książki: ciemierniki, irysy, peonie, cyklameny, bodziszki. Zestawiane z cebulowymi wszelkiej maści począwszy od narcyzów i krokusów.

W felietonach przedstawia popularne i efektowne krzewy. Oczary, kaliny – wiosenna odsłona ogrodu. I zgodnie z porami roku: letnie hortensje, jesienne trzmieliny i zimowe derenie. Ulubione drzewa to brzozy w wielu gatunkach i odmianach; wspomina np. o brzozach o kolorowej korze (np. brzoza Ermana, białochińska o różowej korze). Propaguje sadzenie morwy czarnej dla jadalnych owoców (w Polsce popularna jest morwa biała, choć czasem ma czarne owoce), klon polny.

Ta wyliczanka może nużyć (mnie nieco znużyła), może prowokować do sprawdzania każdej odmiany w internetowej wyszukiwarce (sprawdzałam nieznane), może być inspiracją, o ile nie skupimy się literalnie na gatunkach i odmianach z książki. To co urośnie w na Wyspach Brytyjskich nie zawsze uda się w kontynentalnej Europie.

Mnie zainspirował felieton o pigwowcach. Zdawało mi się, że nie znajdę miejsca na ten dość nieporządny acz pożyteczny krzew. Okazuje się, że z powodzeniem można go prowadzić w formie wachlarza czy espaliery nawet na zacienionej ścianie.

Szczególnie uważnie przestudiowałam też felietony dotyczące róż. Może dlatego, że róże to moja nie do końca spełniona ogrodowa miłość. Po pierwsze nie mogę sadzić tych, które są okazałymi krzewami, bo mam mało miejsca, a pod drugie – ta podła gleba… Róża Banksa ‚Lutea’ – tej bym nie przepuściła. Pasjami lubię u róż złotą i rozbieloną żółć. A jesienią różane owoce: dzbanki róży Moyesa, grona róży wielokwiatowej, czarne paciorki róży gęstokolczastej (spójrzcie też na jej łodygi!).

I zwróciłam uwagę na magnolie, choć do tej pory mało mnie obchodziły. Ale od momentu, gdy w moim nowym ogrodzie odkryłam zdeformowaną i zabiedzoną magnolię (prawdopodobnie gwiaździstą), którą oczywiście postanowiłam odratować, zaczęły mnie fascynować te rośliny. W rozprawce imieniem botanika Pierra Magnola ochrzczonych przybyszów z dalekich krain roślin moje serce zadrżało przy opisie magnolii Siebolda. Krzaczasta – taka mi potrzebna, rosnąca w lekkim cieniu. O kwiatach zwisających, które pojawiają się w czerwcu i lipcu, które wg Dana mają cudowny zapach.

Trzeba przyznać, że opisy doświadczeń sensorycznych: zapachu, dotyku, kolorów, światła są mocną strona jego pracy. Szczególnie wtedy, gdy są to refleksje z rowerowych przejażdżek po wieczornym, wiosennym Londynie.

W opowieść wplata porady ogrodnicze: siew, cięcie, ściółkowanie, zadarnianie. I gęste sadzenie. Tu pozwolę sobie na akuratny cytat (choć w omówieniach książek unikam cytatów): „Nagość to dla gleby najbardziej nienaturalny stan. Gdy się ją odsłoni i ładnie zagrabi, będzie wysychać i erodować, a więc o tej porze roku [jesienią] odrobina nieporządku dobrze zrobi ogrodowi.”

Pierwsza część recenzji za nami. Wyżej były pozytywy. Teraz czas na rozczarowania, mam bowiem mieszane odczucia w stosunku do tej książki. Początkowy entuzjazm pod koniec zmienił się w przerzucanie kartek. Obiecuję jednak, że wrócę do grudnia.

Swoje robi tłumaczenie. Styl Pearsona jest kwiecisty i pełen metafor. Być może nie zawsze sprawdza się w języku polskim. Wypadałoby jednak, aby tłumaczenie było zrozumiałe zarówno pod względem logicznym i praktyki ogrodniczej. Jak na przykład zrozumieć takie zdanie: „Wykopanie ich [tulipanów] po kwitnieniu przynajmniej symuluje prażenie, jakiego potrzebują do ponownego rozkwitnięcia, a wiele odmian będzie powracać przez kilka lat, jeśli będziesz to robić, gdy tylko liście nakarmią cebulkę na następny rok”. No cóż jest to dosłowne tłumaczenie tego co napisał D. Pearson. Ale musiałam spędzić dłuższą chwilę by zrozumieć, iż chodzi o to aby wykopać cebule tulipanów po zaschnięciu liści, przesuszyć (co ma zastąpić ekstremalne warunki na naturalnych stanowiskach tulipanów – owe prażenie), by w kolejnych latach wsadzać je na rabaty.

Zabodła mnie nieco zamiana płci znanej ogrodniczki angielskiej Margery Fish na ogrodnika. A i stosowanie cudzysłowu przy odmianach zamiast przyjętego w nomenklaturze botanicznej apostrofu (nazywam to pojedynczym cudzysłowem), namiętne stosowanie określenia „dubeltowa” (podwójna czy pełna róża Banksa ‚Alba Plena’ – ten cudzysłów wynika tylko z tego, że w wordpressie nie da się inaczej), prowokuje pytanie: gdzie był redaktor?

Nr koniec recenzji ogłaszam plebiscyt bez nagród (o odpowiedzi proszę na facebooku ogrodyewy). Jakim słowem zastąpić niezbyt adekwatne słowo: szkielety. Przewijają się przez całą książkę. W polskiej nomenklaturze ogrodniczej funkcjonuje określenie rośliny szkieletowe czyli takie, które tworzą jakby kręgosłup ogrodu, wyznaczają jego najważniejsze punkty. Określenie „szkielety” odnosi się jednak do zupełnie innego rodzaju roślin: koper, perowskia, mikołajek. A właściwie do tego co pozostaje z nich gdy już stracą swój właściwy strój i stają się kościotrupem, zaschniętą resztką roślinną, badylem, badylkiem, mumią. Ale jeszcze piękną w rysunku i kolorze, zdobiącą jesienny i zimowy ogród. Kto ma pomysł na angielskiego szkieletona (skleleton)?

irys

Świetnym uzupełnieniem dla lektury mogą być odwiedziny na polecanej w ostatnim zdaniu książki strony o ciekawym tytule www.digdelve.com. Jest to rodzaj internetowego kwartalnika, w którym publikowane są artykuły Dana. Fotografie Huw Morgana (jemu zresztą oraz mamie i ojcu dedykowana jest książka) dla czytelników obdarzonych mniejszą wyobraźnią ogrodniczą będą pomocne wielce. Ulubione rośliny, portrety ogrodów znajdziecie tylko tam. Bowiem „Rok w ogrodzie” jest książką ascetyczną pod względem ikonograficznym. I to jest jej wielka zaleta. Ilustracją jest tylko 12 rysunków Clare Melinsky. Tak jak w klasycznym kalendarzu być powinno.

PS. Fotografie szkieletów (badylków) mojego autorstwa; nie mają nic wspólnego z książką Dana. Mam nadzieję, że były interesującym przerywnikiem w lekturze.