Olsza (z cyklu „Nasze drzewa” Edmunda Jankowskiego)

Olsza sercowata

Jedziesz długą, błotnistą i wyboistą groblą. Konie grzęzną po kolana, z trudnością wyciągając nogi z grzęzkiej ziemi, bryczka skacze po gałęziach, położonych na poprzek najgłębszych dołów. Po obu stronach trytwy, jak okiem zasięgnąć, rozpostarł się niezbyt gęsty, a jednak mroczny las drzew prostych i wysokich, często kępami całemi stojących, niby na poduszkach stożkowych a miękkich, jak wysepki z wody sterczących. Z poduszek tych zwieszają się do wody przedziwnej roboty pastorały i pióropusze paproci, okrywają je lśniącą drobną tkaniną listków borówki i bogate, jak puch miękkie, mchy zielone i żółte. Tu i owdzie kobierczyk przetkany, niby koralem, dojrzałą poziomką. A przestrzeń całą pomiędzy pniami i kępami drzew ujęła woda, spokojna, gładka, martwa. Na jej zwierciadle tu i owdzie kwitnie żółty kosaciec, wychylają główki wodne jastry, kaczyńce i babki, na kępkach zaś rysują się delikatnymi białymi kwiatkami narkotyczne bagna (Ledum).

Olsza czarna

Z wód tych wczesnym chłodnym rankiem wznoszą się niezdrowe opary i włóczą po lesie. Wtedy olsze wyglądają jak senne, zaklęte wojsko cieniów zaskoczone śpiączką w pochodzie. Z ich liści gdzieś wysoko majaczących, jak ułuda, wietrzyk, którego w dole nie czuć, strąca grube krople, niby ciężkie łzy: te, padając na wody zwierciadło, wydają niby plusk i rozpływają się w siostrzanym żywiole.

Nocą, gdy blady księżyc oświetli olszynisko i srebrnem swem światłem przepoi opary, cały obraz nabiera dziwnej tajemniczości i lękiem napełnia człowieka. W półświetle i półcieniu snują się jakieś fale i wstęgi długie, słychać jakieś niewyraźne pluski i szepty. Czasami coś świśnie, coś zachychocze, woda nagle skłębi się i suną po niej nieznane postacie. To boginki leśne igrają, a może i Boruta wyprawia swe nieczyste harce. Takie fantazye snuje wyobraźnia ludu, podniecona tymi czarodziejskimi, poetycznymi obrazami.

W pogodny dzień słoneczny dziwnie i w lesie olszowym wesoło. Złote promyki, korzystając z przerw małych pomiędzy gęstemi koronami, przedostają się tu, ślizgają po gładkiej wodzie, barwią ją cudnie, pobudzając do ruchu tłustonogie, grube pływaki ( Dystiscus) i na wysokich, a cienkich 8 nogach wsparte pająki. Wiatr porusza korony, a odpowiednio do jego ruchów woda mieni się to cieniami, to światłem, zmieniając wyraz, jak te wrażliwe twarze, których wewnętrzne uczucia łatwo wyczytać. Po gładkich pniach przemykają światełka nieuchwytne, rozpierają w świetle swe pajęcze tkanki i subtelne pokroje listowia paproci— cały olszynnik rozweselił się ożywił, i śpiewa pieśni szczęścia głosem cichym, lecz melodyjnym. Struga wody, która las przerzyna, zaledwie szemrząc, bieży zasilić sąsiednią rzekę. Są bowiem olszowe bory do dziś dnia macierzą i rodzicielką wód mnogich i bogatych, które jako obfita danina spływają po równinach aż do dalekiego morza, spełniając wiecznie to samo zadanie równania ładu. Prawda, że się nie prosi rzek wielkich, bierze początek j z lodowców i śniegów, w lasach gór wysokich, ale też niemało jest i takich, których źródliska ukrywa przed ludzkiem okiem senne bagnisko, porosłe czarnemi olszynami i mchami. Tu, w niezmierną gąbkę, wsiąkają wszystkie opady: tu zapada śnieg zimowy, by potem, w lecie topniejąc powoli, zasilać tysiącznymi językami strug i strumieni Berezynę lub Prypeć, a nawet Wołgę z jej bogatymi i licznym i dopływami.

Olsza szara

Zatem olszowe lasy i bagna spełniają w życiu ziemi rolę ważną i wielką. Olsza, która, na tych bagnach porasta i ciemną koronę swych gładkich a sztywnych, ząbkowanych po brzegu liści broni od wypijania przez palące słońce, jest jednem z większych dobrodziejstw, udzielonych przez Stwórce. Mamy na myśli olszę błotną lub czerwona (Alnus glutinosa L.), która tak szczególną i wyjątkową posiada budowę tkanek, że nie tylko żyje lecz porasta bujnie na ziemi wiecznie wodą zalanej. Zawdzięcza to ona kilku własnościom. Przedewszystkiem posiada pomiędzy tkankami liczne przerwy, napełnione powietrzem, niby zbiorniki tego materyału do oddychania. Dalej podobno ma własność gromadzenia z powierzchni azotu, jak to czynią rośliny motylkowe. Nareszcie u stóp swych gromadzi próchnicę z liści i starej kory oraz z cząstek roślin innych, które się przy jej korzeniach gromadzą, a z tego powstają z czasem owe poduszki i cokoły, na których, jak na fundamencie, drzewo się wspiera.

Gdy więc od stojącej wody karłowacieje wierzba, brzoza i sosna przepada, jesion i świerk nędznie rośnie, olsza wespół z błotnistym dębem ( Quercus  palustris) rozwija się i rozrasta w drzewo okazałe i powinność swą pełni bez przerwy czynnie i skutecznie, jak wszystkie siły przyrody.

Często zdarza się widzieć na łąkach i między nizkiemi polami olszę, niby sztucznie we dwa równoległe posadzoną rzędy, które wiją się kapryśnie w zakręty to faliste, to znów raptownie zgięte. Gdy wejrzeć bliżej, okazuje się, że to strumyk wązki przemyka się wśród równiny, a siostrzane olsze towarzyszą wiernie jego biegowi. Dlatego też sadzą olszynę i nad rzekami, chociaż tu mniej jest na miejscu, bo dłuższego, wysokiego zalewu, ani uszkodzenia przez lody nie znosi. W parku jedynie nad wodami sadzić ją można. Kwiatki zielonawe, niepozorne, okazują się na wiosnę wcześniej niż liście. Krótkie słupkowe bazie przysychają na drzewie, tworząc małe czarne szyszki, wielce charakterystyczne. Z nich na późnej jesieni i w zimie wysypuje się lekkie, płaskie nasienie, które samo naokoło matek często wschodzi. Zmusić je przecież, by gdzieindziej wzeszło— niełatwo, a zagon siewny musi być bardzo wilgotny. Nasienie z powierzchni wody zwykle przetakami łowią.

Z grubych kołów, wetkniętych w mokrą ziemię, niekiedy też daje się rozmnażać olszyna, ale wiosna musi być przyjazna, ciepła i wilgotna. Koły wtykane jesienią nic przyjmują się. Odmiany oczkuje się na zwykłej olszy.

Z tych odmian najpiękniejsze i w parkach napotykane są: Cesarska (imperialis), o liściach wązkich, mocno wyłamanych, i podobna do niej o liściach szerszych wycinana (incisa), także totalistna (aurea ).

Olsza twarda

Tam, gdzie o drzewo na opał trudno, olszyna błotna jest drzewem dużej wartości. Mianowicie ścięta przy ziemi, nawet w późnym wieku, odrasta. Z pnia ściętego wychodzi naokół cała gromada silnych zdrowych prętów. Po 2 latach w zimie, gdy bagno zamarznie, wycina się je wszystkie na żerdzie, na każdym pniu pozostawiąc tylko je ­den najsilniejszy i z niego wkrótce wytworzy się nowe drzewa. To znów może być ścięte w podobny sposób.

Na budowle podwodzie olszyny chętnie używają, gdyż, podobnie jak dąb, mając dużo garbniku nie psuje się długo, owszem niejako tężeje.

P. Rożyński zauważył, że w pobliżu olszyny chrabąszcze nie składają jajek. Odtąd obsadzać nią będziemy szkółki i leśne plantacye, aby obronić je od szkodliwych pędraków.

Drugi krajowy gatunek odpornego drzewa zwany Olsza biała (Alumus incana) ma liście spodem wełniste i nielśniące, a udaje się na ziemiach lekkich, suchych, lecz nie na piaskach. Rzadkie to jest drzewo w stanie dzikim.

„Po owocach ich poznacie je“ . Na piaskach porasta sosna, brzoza i jałowiec; dąb i lipa na glinach, lub na skałach wraz z jodłą, a olsza na bagnie. Gdyby nie te drzewa, bagno byłoby szpetną kałużą, porosłą rdzawemi plamami soli żelaza, rojącą się od komarów i zarodków zimnicy, kołtuna i innych plag ludzkich. Olsza okrywa jego szpetność, wypija nadmiar wody, a przejmując ją wydzielanym garbnikiem— do pewnego stopnia uzdrawia. Nogami w wodzie stojącej zanurzona, rzuca w nią co jesień warkocze i z nich powoli, ale ciągle tworzy dla siebie suchy podściół, a dla innych rodzimych pokoleń przyszłą ziemię. Olsza swą ustawiczną, wieki trwającą pracą, bagno osusza i równa. Należy więc i ona do tych niwelatorów, które góry wysokie przenoszą na dno oceanów, a harde turnie kruszą na miałki pył, będący treścią skał osadowych.

Edmund Jankowski

przedruk z Tygodnika Illustrowanego

Źródło ilustracji: Wikipedia.

Komentarze do artykułu zostały wyłączne. Zapraszam do komentowania na facebooku.