Ogród jak otwarta księga

Trudno jest opisywać ogród uchwycony w pewnym momencie. Gdzie łany krokusów, narcyzów, pierwiosnków? Gdzie fioletowe przylaszczki, i błękitne iryski, białe zawilce i żółte kaczeńce moczące nogi w potoku? A delikatnie pastorały paproci wyłaniające się z zimowej ściółki, pomarańczowe i żółte kukliki, wysokie naparstnice i orliki w mrocznych barwach? A to tylko początek spisu roślin rosnących w jednym małym lasku zwanym olszynką.

Ten ogród jest jak otwarty zielnik dawnych botanicznych pisarzy, z którego szerokim strumieniem wylewają się rośliny i moszczą sobie siedliska na rabatach.

Dlaczego takie książkowe skojarzenie? Ogród Ewy i Krzysztofa ma różne fragmenty. Ogród wewnętrzny – że tak go nazwę z racji pewnego wydzielenia – najbliższy tarasowych drzwi ma układ osiowy. Główna alejka dzieli go na dwie części; skojarzyło mi się to ze stronicami rozwartej księgi. Trochę z racji proporcji, trochę z powodu z powodu obfitości i bujności nasadzeń usytuowanych wzdłuż boków wyimaginowanych kart. Taki margines dekorowany ornamentem roślinnym znawcy dawnych ksiąg nazywają floraturą. Z tych marginesów ogrodowych jak z księgi można odczytać fascynacje właścicieli.

Zacznijmy od początku. Działka jest długa o szerokości umiarkowanej. Razem daje prawie 10 000 m2. Nie mniej ni więcej – 1 ha ogrodu. Przedogródek nie jest tu zwykłym przedogródkiem. To ogród otwarcia. Żwirowa alejka wśród podrośniętych drzew, będących jednocześnie barierą dźwiękochłonną przed uciążliwym sąsiedztwem, prowadzi przed front domu. Nie ma tu potrzeby wprowadzania ruchu samochodowego, przeto w żwirze pojawiają się rośliny. Po kilkunastu latach ogród wejściowy z wysokimi drzewami iglastymi, poprzetykanymi młodymi jeszcze jarzębinami daje wrażenie lesistości. Sposób aranżacji – trochę w stylu polskiego dworku, trochę w francuskiego obejścia z roślinami swobodnie wylewającymi się z rabat i pokładającymi się pędami.

Przechodzimy za dom. Za rozwartą księgą z bogatymi rabatami okalającymi trawniki, napotykam na magiczny krąg z niewielkim wgłębnikiem. Otacza go rząd żywotników, który otula ławkę i oddziela patio od kwiatowych kompozycji. Na rabatach obowiązuje angielska zasada: bez gołej ziemi. Zalety takiego gęstego sadzenia bylin to ułatwienia w pielęgnacji (ograniczenie rozrostu chwastów), wzajemnie podtrzymywanie się roślin i elastyczność kompozycji (jak coś wymaga niskiego wycięcia po kwitnieniu to praktycznie nie widać braków). Całość uzupełniają błękitnoszare wykrzykniki obelisków uroczo oplecionych przez różne odmiany powojników. A wszystko to piaszczystej glebie. Ile pracy i kompostu należało włożyć w uzyskanie takiego efektu wiedzą tylko Ewa i Krzysztof.

Najstarszą część ogrodu zamyka lasek z polanką. Miejsce na samotnię (ustronna ławeczka) albo biesiadę w szerszym gronie (zadaszona wiata ze stołem). Po sutej uczcie można skorzystać ze stojącego nieopodal niebiańskiego leża vel niebieskiego łoża (według uznania i ilości wypitych trunków).

Poszczególne fragmenty ogrodu łączy „droga triumfalna” – produkt ogrodowego pragmatyzmu. Obsługa tak dużego założenia ogrodowego wymaga czasami użycia cięższego sprzętu. Dlatego też wydzielono wzdłuż ogrodu trawiasty trakt komunikacyjny. Nie jest on jednak zwykłą, choć sprawiającą kłopot aranżacyjny, drogą prowadzącą przez ogród. Trawiasta nawierzchnia nie kojarzy się z funkcja jezdną, a i „pobocza” czyli rabaty obsadzono obfitymi krzewami. W drugiej połowie lata królują hortensje. Długa perspektywa okazuje się atutem widokowym (w dwie strony: zarówno od domu jak i od ogrodu).

Najnowsza część ogrodu (w tym ogrodzie widać jak się rozwija pasja ogrodnicza i apetyt na nowe kompozycje) zaskakuje przestrzenią i możliwościami: wielkim trawnikiem z miejsce na sad, a może park? Naturalną inspiracją dla działań jest olszynka położona w kończu długiego ogrodu. Nieco podmokłą – dobre miejsce dla wszystkich wilgociolubnych roślin. Ale te tez mają swe humory i niekiedy nie współpracują z ogrodnikami. Wtedy trzeba znależć dla nich inne miejsce. Na obrzeżach kępy posadzono kaliny i hortensje, a wśród drzew hosty, paprocie i wszystkie te roślinne pospolitości i klejnociki wymienione na wstępie tekstu.

Na rabacie bylinowej niepodal strumienia wśród liliowców i a także u stóp rośnie rzucająca się w oczy roślina o bordowych liściach. To pachnotka znana też w świecie kulinarnym jako shiso. Świetnie smakuje w sałatce – to takie miłe zakończenie ogrodowej wizyty.

Ogród ten nazwany przez Ewę irysowym (posiada kolekcję kosaćców, których w sierpniu z oczywistych względów podziwiać nie mogłam) możecie odwiedzić wirtualnie klikając tu.

 

Ogród wejścia

Z tyłu wyższe drzewa iglaste, z przodu krzewy liściaste i iglaste –  tworzenie bariery dla hałaśliwego sąsiedztwa.

 

Posadzona z przodu domu hortensja jest zapowiedzią tego co v\będzie działo się w ogrodzie głównym.

 

ogród - hortensje i lilie wokół ławeczki

Jedna z licznych ławeczek; niesztampowa i swobodna. W otoczeniu hortensji, lilii, floksów i poduch niskich bylin.

 

Oregano czy zwykła lebiodka pospolita? Jak zwał tak zwał – tu pozwolono rozsiać się jej swobodnie przy niskich schodach.

 

Żwirowy podjazd – widać że właścicielka nie jest wielbicielką wysokich obcasów.

 

Ogród wewnętrzny

Hortensje wprost wylewają się na główną ścieżkę. Na drugim planie widoczna ławeczka stojąca na patio okolonym przez szpaler iglaków (niektóre z nich wyrosły z własnoręcznie przygotowanych sadzonek).

Jałowiec jak wielki wykrzyknik rośnie niemal na przedłużeniu ścieżki. Ciekawym pomysłem jest powielenie owego solitera w mniejszej wersji w głębi rabaty.

 

Elementem spajającym ogród wewnętrzny są błękitnoszare postumenty na pnącza.

 

Róże przewijają się w tym ogrodzie niemalże tak często jak hortensje

i powojniki.

Na ogrodowym topie baldaszkowate i trawy (jęczmień grzywiasty wystający u dołu to tez trawa jednoroczna).

 

Ewę trochę denerwują te zwiastuny jesieni – kłosy trzcinnika ostrokwiatowego ‚Karl Foerster‚, więc dyskretnie je „dekapituje”.

 

Krzewy liściaste nadają rabatom objętości.

 

Zachwycające zestawienie: ślazówka turyngska przepleciona  delikatnymi kwiatostanami róży ‚Mozart’. Ta róża zawsze mnie zachwyca, gdziekolwiek ją widzę, a ślazówce prorokuję dużą karierę.

 

Miejsca dla miłośników slow garden

Patio z niewielkim wgłębnikiem (dosłownie dwie cegły).

 

Leśna polana z tekową ławką. Płaski kamień może służyć za niski stolik.

 

Altana biesiadna obrośnięta winnym gronem i winnobluszczem.

 

„Niebańskie leże”.

 

 

 

Olszynka i okolice

Pachnotki na rabacie

 

Wewnątrz olszynki

 

 

Via triumphalis


 

 

8 Comment

  1. Marta says: Odpowiedz

    piękne zdjęcia bujnego ogrodu Ewo.
    Ach ta przestrzeń!
    Z drugiej strony proporcjonalnie dużo pracy, co ochładza nieco zazdrość.
    Pozdrawiam Ewo

    1. Ewa says: Odpowiedz

      Przestrzeń godna pozazdroszczenia. Taki ogród nie powstaje w ciągu jednego roku. To , że tak powiem, ogród w progresie :). Właściciele mają wspólną pasję – to widać. Dodatkowo p. Krzysztof fotografuje przyrodę (także dziką) – i ogród oczywiście – zdjęcia bardzo urokliwe. Dzięku Marto za miłe słowa.

  2. Anonim says: Odpowiedz

    Pani Ewo !Jakże inne, poetyckie spojrzenie na nasz ogród ! Dziękujemy za tak przyjazny opis naszych amatorskich poczynań ,chociaż ogród nie był wówczas najbardziej reprezentacyjny Nasadzenia wymusiła stosunkowo mała szerokość działki /niewiele ponad 30 metrów/ i ciągły strach przed uciążliwym sąsiedztwem.Stąd ta dbałość o zagęszczenie obszarów przygranicznych
    A poza tym zmiany gonią zmiany .
    Zapraszamy!
    Ewa i Krzysztof
    Ps Kolekcja butów na obcasach w samochodzie.!

    1. Ewa says: Odpowiedz

      Wiadomo” ogród to niekończące się zmiany. Zmienia się gust, jedne rośliny się rozrastają, inne zamierają. Takie ‚wymyślanie” ogrodu jest strasznie wciągające. Pozdrawiam i być może do zobaczenia (chętnie wiosną).

  3. Hanako says: Odpowiedz

    Ugh, niezdolna jestem podziwiać – odzywa się moja wrodzona niechęć do iglaków i zagłusza wszelkie wdzięki tego ogrodu. Dopiero przy Olszynce biorę głębszy wdech, zaczynam się rozglądać, czuć u siebie. Olszynki zazdroszczę najmocniej.
    Swoją drogą, czy to nie zabawne, taki irracjonalny igłowstręt?

    1. Ewa says: Odpowiedz

      Czasami warto wznieść się ponad swoje uprzedzenia i niechęci, by z czystym umysłem odebrać wrażenia! Polecam ten sposób – metoda wypróbowana.
      Co do iglaków – to może jakaś brzydka choinka z dzieciństwa 😉 .

  4. Przepiękny ogród! Tylko pozazdrościć! 🙂 Naprawdę fantastycznie się prezentuje!

  5. Kasia says: Odpowiedz

    A mnie się podoba bardzo, właśnie z tymi iglakami ogród nie udaje – angielskiego, holenderskiego, preriowego czy jakiegoś innego, tylko jest taki jakim chcą go jego właścieciele…..dla mnie ideał. Gratuluje odwagi w tworzeniu ogrodu dla siebie. Pozdrawiam Kasia

Dodaj komentarz