Las w słoiku

 

Czy miejsce dla takiej siewki jest w słoiku czy w lesie?

Od mniej więcej dwóch lat narasta moda na tak zwane „lasy w słoiku”. Moda zaczęła się chyba po tym jak sieć obiegło zdjęcie wypełnionego roślinnością szklanego balonu (takiego jak do wyrobu wina domowym sposobem). Według wirtualnej legendy roślinność w zamkniętym słoju bytowała lat kilkadziesiąt wytwarzając mały ekosystem. Nie ustosunkowuję się do prawdziwości tych doniesień, ale niedługo potem zaobserwowałam zrazu nieśmiałe wyroby określane mianem „las w szkle”, a teraz rozprzestrzeniło się to na wszelkiego rodzaju kompozycje pt. „ogród w szkle”.  Takie same kompozycje w podobnych szklanych formach były dostępne w kwiaciarniach pod koniec lat 80. ubiegłego wieku.

Umieszczanie roślin w szklanych pojemnikach to nie jest nowy pomysł.  Ogrody w słoikach to zasługa Nathaniela Warda. Angielski lekarz przypadkiem odkrył sposób na przewożenie roślin na dużą odległość. Zmyślną, szklaną skrzynkę do transportu roślin z odległych stron zaprojektował w 1833 roku. Wynalazek Warda zaadaptowano do warunków domowych; uprawiano w nich egzotyczne rośliny. W zamkniętym wnętrzu rośliny miały odpowiednią wilgotność powietrza i temperaturę.

Skrzynki Warda

Wkurzona przechodzę do opisania właściwego problemu:

Znana sieć marketów budowlanych (ta z zielonym trójkątem) propaguje na swoim profilu  hit sezonu: las w słoiku. Zakładam, że składniki do takich kompozycji zostały pozyskane w sposób  etyczny. Oczywiście wszystkim komentującym się podobają, dzielą się swoimi kompozycjami i doświadczeniami. Na przykład takimi: „Jeden wypad do lasu i gotowe”. Czy ta uwaga wywołuje zdecydowany sprzeciw? NIE! Nawet aprobatę, bo wnosimy naturę do domu. Możemy sobie na nią popatrzeć, choć mamy las pod nosem.

Ten ruch słoikowy (las) zdecydowanie mi się nie podoba.  Próbowałam podpytać kiedyś twórców tych tworów w jaki sposób pozyskują materiał do kompozycji. Z  dużą ostrożnością wskazywali na zaprzyjaźnionych posiadaczy prywatnych ogrodów.

Bell-glass

Natomiast ogrody w szklanych naczyniach (terrariach, wiwariach, lub po szklanymi kloszami tzw. bell-glass) przy odpowiednim użyciu roślin i elementów ozdobnych oraz prawidłowej pielęgnacji potrafią zachwycać. Ale jak to bywa wraz z upowszechnianiem się mody estetyka się dewaluuje. Rośliny są zbyt stłoczone, nie mają wystarczająco dużo miejsca do rozwoju (to jest znana zasada w polskim ogrodnictwie im więcej tym lepiej) i właściwej ekspozycji.

Czy tylko ja mam krytyczny stosunek do „lasów w szkle”?

9 Comment

  1. Anonim says: Odpowiedz

    nie tylko ty.
    Ogród w szkle zafascynował mnie w latach 70tych XX wieku (taktak ;-D), zaczęło się właśnie od winnego balonu wypełnionego bujną roślinnością. Zdjęcie z niemieckiej Burdy. Założyłam sobie taki z ziemi ogrodowej, prostych paproci doniczkowych i nie pamiętam- drobnej komeliny? Po kilku próbach regulowania wilgotności las można było zamknąć. Paprocie utrzymały się przez lata, z zarodników w podłożu wyrosły mchy. Inne rośliny zginęły, co było raczej do przewidzenia, bo nie dbałam zbytnio o warunki termiczne i świetlne.
    Dekadę później przeczytałam o skrzynce Warda i zapragnęłam jej, ale jakoś nie było ikei pod ręką, po upływie kolejnej dekady założyłam następny ogród, tym razem w dużym słoju położonym na boku (duży otwór do manewrowania w środku, duża powierzchnia uprawy).
    Być może ogrody te byłyby wieczne, ale zniknęły gdzieś w pomroce dziejów…
    A dzisiaj mamy dzisiaj. Blogerzy, ogrodnicy, floryści prześcigają się w urządzaniu lasów w szkle, robią kursy i warsztaty. Używają wykopanych z lasu sadzonek drzew liściastych, wyrwanych siewek drzew iglastych, kęp mchów i porostów. Upierają się (wiem, bo wdawałam się w dyskusje), że lasy te są wieczne jak prawdziwy zrównoważony ekosystem.
    Miałabym do nich kilka pytań: czy próbowali hodować w domu brzozę lub jarzębinę i dlaczego się to nie udało? Czy wiedzą, ile lat potrzebuje kępa niebielistki, aby osiągnąć średnicę 10 cm, jak używane przez nich wyrwane z lasu darenki? Czy udało im się skutecznie przesadzić świerka z osypanymi z ziemi korzeniami? Czy mają zezwolenie na pozyskiwanie runa w celach komercyjnych?
    Słabi z nich ogrodnicy, marni propagatorzy ogrodnictwa. Co do blogerów- uważam, że powinni się ogarnąć, bo promują nieekologiczne i często nieetyczne postępowanie.
    Prywatnie uważam, że w większości są to słabe, wtórne pomysły, taka pseudosztuka dla „ubogich” (czyt. przeciętnie zdolnych). Bywam zdziwiona, kiedy widzę ją w wykonaniu osób, które stać na więcej.

  2. Małgorzata Piszczek says: Odpowiedz

    ojojoj, nie to konto. To byłam ja, Megi 😀

  3. Hmm, no ja chyba też, ale to dlatego, że jak coś się tak wylewa zewsząd, to u mnie przekora się odzywa. Podobało mi się przez chwilę, jako potencjał na namiastkę natury dla uwięzionych w blokach mieszkańców miast i miałam okazję zobaczyć kilka naprawdę pięknych kompozycji. To słoikowe szaleństwo przypomniało mi też taką modę z czasów mojego dzieciństwa, kiedy robiło się kompozycje z kamyków i jakichś roślin egzotycznych w szklanych kulach. Niestety ostatnio za dużo tego się porobiło i jak to zwykle z takimi modami bywa, jakość spada wprost proporcjonalnie do ilości. Osobiście nie spotkałam się z pozyskiwaniem elementów takiej kompozycji z lasu, czy w inny nieekologiczny sposób, ani też nie widziałam bloga, na którym takie podejście się promuje, ale pewnie często wygląda to podobnie, jak całe nasze ogrodnictwo (tu się wykopie, tam się uszczyknie). Zdaje się, że ta moda świetnie się sprzedaje, bo oferty kursów i przykłady mniej lub bardziej udanych „projektów słoikowych” wyrastają jak grzyby po deszczu. Wczoraj zobaczyłam w markecie słoiki napchane podsuszonym mchem z jakąś pojedynczą, umierającą roślinką i to wszystko za bardzo, ale to bardzo wygórowana cenę. Ale skoro są już dostępne w marketach, to znaczy, że trend zadomowił się na dobre i przyjdzie nam jeszcze trochę się z nim pomęczyć.

    1. Małgorzata Piszczek says: Odpowiedz

      ja się głównie z takimi spotykam, głównie na fb. I ze słabymi tłumaczeniami. I z masowością zjawiska. Byłam niedawno na targach, nomen omen, WSZYSTKIEGO DOBREGO. Dwa stoiska na max 20 to lasy w szkle umajone wyrwanymi z lasu mchami i porostami.
      Przykład: https://mambiznes.pl/wlasny-biznes/10-tys-zl-rozkrecila-wlasny-biznes-sprzedaje-las-sloikach-79658?smclient=2a188ac7-1089-11e7-8101-0cc47a1256ac&utm_source=salesmanago&utm_medium=email&utm_campaign=nlt_mambiznes

  4. Ewa says: Odpowiedz

    Uff, oddycham nieco spokojniej, że jednak wątpliwości wobec lasów w szkle ma więcej osób. Może na blogach nie widać takich lasów uszczkniętych w lesie (choć jak dobrze poszukać to jest taki blog oferujący lasy w szkle), ale na fb jest mnóstwo. Jest nawet pewna osoba określająca się mianem artystki (forest coś tam), która ma bardzo wielu „fanów”. Fakt, że sprzedaje swoje produkty w artystycznej oprawie, ale był kiedyś w TV filmik pokazujący jak zbiera składniki do „lasów” w lesie. Jeżeli nawet było to tylko pokazanie pięknych obrazków to odebrałam to jako zaproszenie do zbierania materiałów florystycznych (siewek czy mchów) w lesie. Ogólnie nie lubię tego myślenia, że jak wezmę troszkę to się nic nie stanie. Niby można zbierać owoce leśne i grzyby, ale nie worki szyszek (to już nie lasy, ale pomysły na ściółkowanie) czy igieł.

  5. Nie śledzę tak FB, więc nie byłam świadoma, jak bardzo lansowane są lasy w słojach, chociaż wiem, że coś takiego się pojawiło, a raczej wróciło, jak piszecie . Jakoś mnie to nie pociąga. Skrzynka Warda, owszem, miała sens, żeby przewieźć bezpiecznie rośliny. Ale taki „las” w szkle mnie niepokoi, jest jak więzienie dla roślin, które wykiełkowały na wolności. Naturalnie, nie podoba mi się pomysł zabierania roślin z lasu.

  6. Las w słoiku to dla mnie trochę jak drzewka bonsai- wzbudza mieszane odczucia. Z jednej strony- piękne wizualnie , wymagające dużej wiedzy ogrodniczej i zmysłu artystycznego. Z drugiej strony jest to po prostu wyrafinowane męczenie drzew. Może nie tak groźne jak się wydaje, większość siewek w leśnej ściółce i tak zginie… Jak sobie ktoś uszczknie jedną czy dwie…

  7. aga.felice says: Odpowiedz

    Podglądam właśnie warsztaty Wojtka z robienia lasów w słoiku w Krakowie – Nowej Hucie. I trwa mini-wykład o tym, że nie wolno pozyskiwać materiałów z lasu oraz gdzie i jak je zdobyć. Tak więc czasami jest nadzieja na ekologiczną edukację nawet przez te słoiki. A zapał z jakim dzieciaki robią te słoje…

    1. Ewa says: Odpowiedz

      Aga, Wojtek na pewno zadbał o aspekty ekologiczne. Ale „las” (umowny/marketingowy, bo bardziej jest to kompozycja w szkle niż las) w słoiku to tak jak lizanie loda przez szybkę. Zamknięcie daje złudną iluzje mikroklimatu, a separacja osłoną nie przybliża do natury/obcowania z roślinami. Bo właściwie o co chodzi z roślinami w domu? Czy tylko o to aby mieć piękny przedmiot czy jednak także ko kontakt z rośliną?

Dodaj komentarz