Kasztanowiec (z cyklu „Nasze drzewa” Edmunda Jankowskiego)

kasztanowiec

Aesculus hippocastanum (http://www.bildarchivaustria.at/)

Wśród armii drzew i krzewów kasztan [kasztanowiec pospolity (Aesculus hippocastanum L.)] należy do wielkich dział pozycyjnych. Masywna budowa pnia. grube konary, mocne gałązki. na nich liście wielkie i obfite, cały zarys ogólny określony liśćmi szerokimi, zaokrąglonymi. W skupinach stanowi on tło i podporę dla partii drzew i krzewin delikatniejszych i lżejszych. A przecież, pomimo tej pozornej niezgrabności, nie brak kasztanowi pewnego wykwintu, nie mówiąc już o powadze. Zarówno pojedyncze okazy, na wielkim trawniku rosnące, jak skupiny z kilku złożone, stanowią zjawisko wspaniale, całość doskonałą i wielce harmonijną . S ą to zawsze masy potężne, pełne zieloności obfitej, mięsistej, poważne, skupione w sobie, rzucające naokół cień szeroki, jak przystało na wiekowych potentatów.

Bo długowiecznością cudzoziemskie to drzewo równa się naszemu dębowi, wspaniałością mu jednak nie dorównywa . Za to posiada inne cenne przymioty. Oto jedno z pierwszych okrywa się zielenią, a na wczesną wiosnę jego złożone, jak na wpół otwarty parasol, liście, mogą być doskonałym wyrazem miesiąca wiosny, bo drzewa są nimi istotnie umajone.

kasztan

„Kasztan”, aut. Józef Rapacki (polona.pl) – oryginalna ilustracja do tekstu artykułu

W tem nieśmiałem napółrozwarciu trwają nieraz tygodnie, oczekując ciepła ożywczego, którego tchnieniem rozwiną się wielkie, pięciopalczaste wachlarze. A ponad tą młodą zielonością , niby świeczniki, wznoszą piramidy bialo-żółto-różowych kwiatów. Okryty nimi kasztan jarzy się w słońcu , jak choinka na Boże Narodzenie w zapalonych stoczkach Nie wiem dlaczego, może z utęsknienia dla długo oczekiwanej wiosny, ale te dziwaczne kwiaty, gdy się na dobre rozwiną, witamy wszyscy wesołem obliczem, i żal nam szczery, gdy je pierwszy obfity deszcz strąci i zmyje w niziny. Odtąd rozpoczyna się lato, ale żal nam kwiatów kasztanów ostatnich ech wiosny, jak żal młodości, która już nigdy nie powraca, jak żal miodowych miesięcy, które człowiek, a i to nie każdy, miewa tylko raz w życiu. Kogoż nie zastanowi imponujący widok półkola drzew w ogrodzie Saskim, który się ukazuje przychodniowi z pod kolumnady od Saskiego placu? Kto nie pamięta owej linii ponad stawem w Łazienkach, od pomnika Sobieskiego ku pałacowi? I tu i tam stoją szeregiem same tylko wielkie kasztany – nic więcej, a jednak wrażenie jest potężne. Nie można powstrzyma okrzyku, który się ciśnie na usta: „Jakże piękne, jak wspaniałe są te drzewa!”

Niewątpliwie są piękne, mimo swej ciężkości przyrodzonej. Ale bo też z wiekiem ich grube i sztywne konary, przyciśnięte z wierzchu masami cienistej zieleni, wyginają się, jak węże, ku światłu, byle go trochę i dla swoich liści zachwycić. Tym sposobem zielonolita tkanina. którą kasztan cały jest okryty, spływa aż do samej niemal ziemi, lub, co jeszcze piękniej, do wody zwierciadła. Na niej kładzie swe blaski słońce , w niej zagłębiają się lekkie cienie i tworzą liczne pola widzenia. I tu jest kasztan inny, niż gdy sam, jak król, stoi na polance; tu staje się drzewem towarzyskiem, ale w tein zrzeszeniu zyskuje jeszcze na potędze linii, działa masą. Dlatego też ogrodnicy tak chętnie używają go za tylne tło, za ową dekoracyę, na której będą rysowali delikatniejsze linie i nakładali mieszane barwy drzew , krzewin i krzewów o gałązkach drobnych i liściach kolorowych. Przydatny jest również na wjazdowe aleje do budynków monumentalnych, muszą bowiem być bardzo szerokie i odpowiednio długie , żeby nie nużyły oka jednostajnością, ani nie wywoływały uczucia przygnębi eni a zbytnią gęstością i cieniem swych koron. Takie zastosowanie dali im pierwsi artyści, używający do układania parków drzew i krzewów tak, jak malarz krajobrazowy używa farb. Byli nimi: Le Nótre, którego prostolinijne ogrody Wersalu i innych okolicach Paryża do dziś są przedmiotem podziwu, oraz pejzażyści angielscy, hołdujący n a śladowaniu przyrody, twórcy parków takich, jakie i dziś zakładamy . Wśród ograniczonej liczby form drzewnych, wówczas znanych, kasztan był zjawiskiem nowem, niezwykłem a pożądanem. Sprowadzono go z Azyi (może Mniejszej?) do Wiednia pod koniec X V I w., a rozpowszechnił się w całej Europie szybko. Do nas wprowadzili go, jak się zdaje, Sasi, około połowy X V III w., a najstarsze kasztany, jakie posiadamy (w ogrodzie Saskim w Warszawie), z tej są daty. Rozpowszechniło się to drzewo dla swej okazałości po calem Królestwie Polskiem łatwo i prędko, dzięki temu, że kilkunastoletnie już wydaje mnóstwo nasion, ponętnych jako zabawka dla dzieci, stąd roznoszonych i rozwożonych daleko. Wschodzą też one same dość łatwo tam, gdzie je opadające wielkie liście nakryją, a już wyrosłe roczne i starsze drzewka łatwo przesadzić, b o się dobrze przyjmują z powodu obfitości korzeni. W gub. Zachodnich mało ich widać, raz, że gleba mniej im sprzyja, a potem, że nie używał ich (może nie znał) ten, który najwięcej parków założył tam— Anglik Muckier.

Aleja kasztanowa w Nałęczowie (polona.pl)

Nie stal się też kasztan drzewem ubogich, bo przede wszystkiem na piaskach nie rośnie, a potem rozmnaża się tylko z nasion i leniwo rośnie. Nie stanowi on w tej mierze wyjątku, gdyż wszystkie drzewa długowieczne rosną powoli, ale choć klimat doskonale wytrzymuje, nie sadził go kmieć , dopóki ziemi za swoją nie uważał, tylko z niej pańszczyznę odrabiał. Dla tego najstarsze kasztany, tu i owdzie przy chatach napotykane, nie dosięgają 40 lat wieku. O cudzoziemskiem swem pochodzeniu świadczy kasztan arystokratyczną delikatnością i czułością na obchodzenie się z nim. Oto nie znosi uszkodzeń kory, okaleczeń, odbicia, stanowiących powód obrażeń, które się długo nie goją. Takie kaleki stoją jeszcze tu i owdzie na ulicach przedmieść Warszawy, suchymi konarami wołając o pomstę do nieba. Nie znosi również kasztan przycinania gałęzi, zwłaszcza corocznie powtarzanego. Szpalery, strzyżone z tych drzew, jakie widzieć można tu i owdzie , np. w Jardindes Plantes , są wprost szkaradne. Ziemia pulchna, niezbyt ścisła ani chuda i w miarę wilgotna , stanowisko odkryte i niezacieśnione — oto są miejsc a dla drzew kasztanowych najodpowiedniejsze.

Anekdoty, przywiązane do starych drzew kasztanowych, pod któremi w czasie burzy chroniły się całe orszaki panujących it.p., nie stosują się do naszego kasztana, o którym tu dotychczas mówiliśmy. Botanicy zwą go dzikim , albo końskim, zapewne dlatego, że odgoryczone sztucznie mączyste nasiona mogą z pożytkiem służyć koniom na paszę. W krajach cieplejszych Europy, a nawet już w Styryi, w Alpach południowych i na całem wybrzeżu morza Śródziemnego rośnie kasztan słodki, zwany niekiedy maronem, zupełnie od dzikiego odmienny. Jedynie owoce są podobne. Ten to właśnie kasztan jadalny jest drzewem wspaniałem i bardziej jeszcze od naszego długowiecznem, ale klimatu naszego nie znosi.

Źródło: Kasztan – Nasze drzewa „Tygodnik Illustrowany” 20(13) kwietnia 1902 nr 17.

***

Pierwszy artykuł z cyklu o drzewach znakomitego ogrodnika i popularyzatora ogrodnictwa Edmunda Jankowskiego (1849-1938)

3 Comment

  1. Czekam na więcej tego typu wpisów 🙂 Naprawdę przyjemnie i miło się to czytało!

  2. I jakie ładne zdjęcie na zakończenie opowieści.

  3. Anonim says: Odpowiedz

    Wtedy jeszcze nie było szrotówka… Piękne czasy!

Dodaj komentarz