Brzoza (z cyklu „Nasze drzewa” Edmunda Jankowskiego)

https://commons.wikimedia.org/ Figure 34 from Deutschlands Flora in Abbildungen

Gdy w czasie podróży przez różne kraje przypatrujemy się narodom, zamieszkującym je, zauważyć musimy odmienne ich typy. Nie sama szerokość geograficzna, nie góry lub morza wyłącznie wywierają na nie swój wpływ przemożny, bo ludy, w podobnych warunkach zewnętrznych żyjące, przecież się od siebie znacznie różnią. Zdaje się, że czynnikiem, najsilniejszy wpływ wywierającym na ukształtowanie się oblicza, jest język.

Niemiec ma wydatne mięśnie ust i policzków, bo dużo używa dźwięków pochylonych; Francuz od wielkiej obfitości wyrazów, której wymaga jego nazbyt w określenia i dodatki obfitująca mowa, wyróżnia się dobrze rozwiniętymi mięśniami trębaczów i okalającymi usta; Anglik, jak to dowcipnie zauważył Al. Dumas ojciec, posiada szczękę dolną mocno wysuniętą, od dźwięku th, dla należytego wydania którego musi językiem wypychać ku przodowi zęby, w tę szczękę wprawione.

Językoznawcy dużo by więcej na ten temat powiedzieć mogli. Podobnie jak twarz typowa pewnego ludu, tak i każda kraina posiada pewne cechy znamienne, po której można ją poznać i kilku słowami określić.

Jedną z takich cech charakterystycznych naszego i dalej na północ położonych krajów, są lasy sosnowe i brzozowe. Dwa te drzewa, jak kochające się siostry, towarzyszą sobie wszędzie i przedziwnie się dopełniają. Na ciemnem, nieruchomem a głębokiem tle sosnowem zgrabnie i delikatnie odrzyna się wiotka postać wysmukłej brzozy. Obok poważnej i smutnej sosny, siostry starszej, zadumanej może nad losami ziemi, którą okrywa, i ludzi, na których dzieje patrzy, stoi powiewna, delikatna i marząca, młodsza siostrzyczka brzoza. Ma i ona swą melancholię, gdy jesień ozłoci jej listki, gdy starość pobieli korę i zwiesić każe aż do ziemi płaczące gałązki.

Autor: Adam Wisłocki, polona.pl

Nasza poczciwa brzezina, która jako wieśniaczka, kiedy płacze syna, lub wdowa męża, ręce załamie, roztoczy. Po ramionach do ziemi strumienie warkoczy. Niema z żalu, postawą jak wymownie szlocha!

Ale na wiosnę, któreż drzewo okrywa się równie piękną, przedziwnie czystą, bladą zielenią? Któreż słuszniej, niż brzozę, godzi się nazwać drzewem wesołem?

Przypomnijmy sobie, jaką nam radość sprawia tylko co rozwinięta brzezinka, gdy w końcu maja, po długiej zimie, pierwszy raz wyrwiemy się z miasta. Nie jestże ona doskonałym wyrazem tej giętkości i bujności. oraz tego wiecznego wesela, z którem co rok odnawia się ciągle młode życie?

Cieniutkie jej gałązki igrają z wiatrem ponad borami, tu i owdzie wystrzelając z ich gęstwy, przyozdabiają drogi i piaski, a nawet rozweselają cmentarze.

Nade wszystko jednak trudno sobie wyobrazić piaski i bagna bez brzozy. Usuńmy ją, a zostanie odrażająca lub gnębiąca ducha pustka, nieużytek równio szkodliwy, jak brzydki.

Bo brzoza jest tak cennym darem Bożym, jak sosna. Nawet więcej. Tam bowiem, gdzie pracowite, we wszystko wnikliwe korzonki sosny już nie potrafią znaleźć dostatecznego pożywienia, a głównie wilgoci, tam jeszcze udaje się brzoza. Zrazu rośnie leniwo i słabo, a nawet w czasie letnich, żarem tchnących wiatrów suchych, żółkną lub opadają niektóre jej listki, ale raz osadzona na piasku, walczy mężnie z warunkami nieprzyjaznymi.

„Tu jestem, tu pozostanę”—oto jej godło. Więc wypuści niezliczoną ilość długich i mocnych korzeni, które pójdą przez spiekły piasek daleko, daleko szukać odrobiny pokarmu. Więc okryje się listkami drobnymi, a mimo to tęgimi i lśniącymi, których utkanie i budowa anatomiczna broni je od utraty wody. Więc przywdzieje biały pancerz kory, od którego odbijają się promienie słońca, nie przenikając do wnętrza i nie wypijając soków. A przytem, nie mając siły dębów, ani sztywności drzew iglastych, oprze się najtęższym wichrom, bo się pod nimi ugnie, a potem znów wyprostuje dumnie. Flectes, sed non franges. I dzięki tym i innym zaletom, trwa, znosi burze i susze, opiera się najtęższym mrozom, rośnie, okrywa nagość ziemi, utrwalają, daje schronisko i lekki cień innym drzewom, które się pod nią rozrosnąć mogą, a przytem już o tem, że stanowi jedną z najpiękniejszych ozdób Mazowsza i innych ziem podobnych.

altana z brzozy

Altana brzozowa http://pauart.pl

Gdyby popatrzeć uważniej, a zastanowić się głębiej, okaże się też brzoza jednym z lepszych przykładów powszechnego prawa przystosowania, bez którego byt istot na ziemi byłby zgoła niemożliwy. Mianowicie brzoza, rosnąca na bagnach, posiada listki większe i bardziej miękkie, korę ciemniejszą, a pędy okryte miękkimi i licznymi włosami omszone.

Dzięki tej budowie pozbywa się ona znacznych ilości wilgoci i wysusza do pewnego stopnia bagno. Ponieważ zaś zbyt mało korzenie jej mają powietrza i udusić by się z jego braku musiały, przeto w pośród tkanek ich znajdujemy duże przerwy, jako zbiorniki powietrza, do oddychania wewnętrznego służące.

Z powodu tej odmiennej budowy, brzozy z bagien nie nadają się na miejsca górzyste i odwrotnie.

W gospodarstwie leśnem odgrywa brzoza rolę znakomitą. Przede wszystkiem przy nasadzaniu borów sosnowych zwykle tworzą w pewnych odstępach, np. co 100 m pasy ochronne, z kilku rzędów brzóz złożone, mające na celu powstrzymanie owadów żarłocznych, które niekiedy sosnę zaciekle niszczą.

Gdy się do takiego, już nieco podrosłego lasu dostać, wtedy pomiędzy zwartemi sosnami, jedynie drobna zwierzyna lub ptactwo dołem przemyka. Dla człowieka pozostają tylko wązkie ścieżki, ciągnące się w nieskończoność pomiędzy brzóz szeregami. Dziwne uczucie niepokoju owłada nami wśród tej ciszy uroczystej przerywanej tylko szmerami, lasom właściwym. Pod nogami posłanie z wrzosów i porostów, nad głową siatka z wiecznie ruchomych brzozowych gałązek, a po obu stronach droga zamknięta w dwa szeregi białych kolumn, za niemi bór ciemny, tajemniczy. I miło i straszno zarazem, a w każdym razie jakoś niezwykle.

Samej brzozy do zagajania większych przestrzeni używają leśnicy niechętnie, dlatego że nawet po wielu latach próchnicy nie tworzy. Jej wątłe, drobne listeczki, wiatry unoszą daleko ej cienkie ruchome gałązki cień rzucają przelotny, więc pod brzozami nie tworzy się w chudej ziemi ani darń, ani posłanie mchowe, które, ją umocniły i do nasycenia się wilgocią pomagały.

Zauważono też, że po brzozowym lesie na piaskach inny z wielką trudnością przyjmuje i rośnie.

Tam jednakże, gdzie nawet sosna udać się nie chce, brzoza jeszcze wyrasta. Potrzeba ją tylko posadzić roczną, dwu lub trzyletnią, koniecznie na wiosnę, poczem gałązki przyciąć. Gdy się raz już przyjmie, rośnie bystro i z miejsca. Największy przyrost przypada do lat 18—20, w tym też okresie, przycięta przy ziemi, na nowo odrasta, zwłaszcza w gruncie nieco wilgotnym.

Używamy jej również na drogi, które wybornie odznacza w noc ciemną, a cieniuje w miarę, pozwalając wysychać z błota.

Należy ją jednak sadzić na brzegu drogi, żeby od pola była odgrodzona rowem, bo inaczej zbyt daleko wyjaławia ziemię korzeniami.

Brzoza płacząca, uważana przez niektórych drzewoznawców za osobny gatunek, jest drzewem wielce malowniczem. Samotna na obszernvm trawniku lub w skupinach z drzew kilku złożonych, dumająca ponad wodą, wywołuje wielkie wrażenie na widzu. Nad mogiłą nic odpowiedniejszego posadzić nie można. Któż z nas nie pamięta tych małych za wsią cmentarzy, na piaszczystym wzgórku, nad którymi w bladem świetle księżyca chwieją się szemrzące cicho wiotkie korony brzóz, a pnie ich, do widm podobne, zdają się uosobieniem dusz tych, którzy pod cieniem brzozowego lasku spoczywają na wieki… O ileż odpowiedniejsze są w tem miejscu brzozy od smutnych ale sztywnych cyprysów-lokajów!

Dzika brzoza wysiewa się sama. Małe jej kotki zawierają dużo, dużo skrzydlatych, lekkich jak puch, nasionek. W sierpniu, gdy bazie dojrzeją, te nasionka roznosi lekki nawet wiatr bardzo daleko. O ile nasienie padnie na ziemię pulchną a wilgotną, wschodzi nieledwie zaraz, a po roku widzi się gęstwę maleńkich brzezinek, które można do lasów w rzędy przesadzać

Nieporuszone z miejsca, rosną one tak żwawo, że w 10 lat dają już las gęsty i dość wysoki. Brzozy. już okryte białą korą, przesadzać się nie pozwalają. Pomijając malowniczość i poetyczność postaci, zapominając o znaczeniu krajobrazowem brzozy, musimy ją cenić wysoko i dla realnych pożytków. Drewno jej, wyborne na opał, gałązki na miotełki, które in illo tempore jako główny środek wychowawczy służyły. Z kory wyrabiają „korobki (koro- robki)” i proste tabakierki, a nawet próbowano na niej pisać, jak na papirusie. Z korzeni wyplatać można ogrodowe meble i mocne koszyki. Wreszcie dziegieć i smoła, surogaty na Północy do wielu użytków stosowane, – oto co głównie w darze przynosi brzoza ludziom. 

Edmund Jankowski

Pierwodruk Tygodnik Illustrowany 1902