To nie jest raj dla ogrodnika: aloes i winorośl

Fuerteventura to nie jest raj dla ogrodnika. Słodka woda w całości pochodzi z odsalania wody morskiej. Wiejące nad wyspą wiatry wysuszają pustynną wyspę. Winorośle i aloes mają naprawdę trudne warunki do rozwoju.

Byłam tam kilka lat temu, ale do tej pory pamiętam to dziwne uczucie. Jakbym znalazła się na obrzeżach Sahary. Pustacie, nagie góry porośnięte czasami niską roślinnością. Zupełny brak drzew. Tylko w osadach, kurortach, miastach i wsiach trochę zieleni i palm. Na plaży na Półwyspie Jandia– ogrodzone zarośla. Rezerwat roślin mokradeł solnych (Salazar de Jandia). Palmy i wystrzyżone trawnik na deptakach. Pola golfowe także zielone…

Fuerteventura

Krajobraz Fuerteventury

A gdyby tak cofnąć się w czasie? Kilkaset lat temu nad wyspą unosiły się dymy. To wypalano w stosach i piecach węgiel drzewny. Wypalano, wypalano, aż wypalono do cna. Nie ma już ochrony przed podzwrotnikowym słońcem. Nie ma zapory przed wiejącym znad oceanu wiatrem.

Krajobraz wietrznej wyspy zdaje się być być przestrogą jak może wyglądać zdegradowany pejzaż pozbawiony drzew. Pięknie, ale i strasznie zarazem. Ziemiście z żelazistym dodatkiem, brunatno-czerwono. Piękno może być groźne, ale jak w takim środowisku żyć, jak tworzyć ogrody czy uprawiać rośliny? Czy nas też to czeka, gdy wytniemy już swoje drzewa bo nam przeszkadzają? Ta refleksja towarzyszy mi w ostatnich tygodniach. Ciągle czytam o wycinanych drzewach…

Murki wyznaczające granice pól i chroniące przed osuwaniem oraz wiatrem

Aloes

A jednak na Fuerteventurze i na sąsiedniej wyspie o podobnych warunkach klimatycznych Lanzarote, bardziej płaskiej, ale też i bardziej zielonej z dolinami pełnymi palm, prowadzi się uprawy i zakłada ogrody. Zbocza wzgórz poprzecinane są kamiennymi murkami. Nie są one jedynie granicami pól (zazwyczaj te kamienne wały tworzą kamienie wybrane z pola). Ułatwiają nawadnianie ale i chronią zboża i inne uprawy przed wiatrami. Jak nie ma kamieni rolę wiatrochronów powierza się mocnym pasom tkanin rozpinanych między słupkami. Przyglądam się właśnie zmaganiom Richarda i Wendy – próbują stworzyć ogród. Nasza tęsknota do raju jest ponad niesprzyjającymi okolicznościami.

 

Rośliny: Opuntia dillenii, Carduus tenuiflorus (?), Acacia salignaMesembryanthemum crystallinum, Tamarix canarensisLimonium bourgeaui (?) +  Klanchoe fedtschenkoi (z tyłu)

Aloes i winorośl

Co może łączyć te dwie rośliny. W zasadzie nic. Aloesy pochodzą z Afryki; należą do roślin jednoliściennych (jak trawy). Szlachetna winorośl (Vitis vinifera) rosła pierwotnie w rejonie Morze Śródziemnego. W początku XX wyniszczona została przez filokserę, a obecnie uprawiane są najczęściej odmiany hybrydowe (mieszańce międzygatunkowe np. z Vitis labrusca czy Vitis rupestris).

Po prostu łączy je sąsiedztwo – dwie wyspy z archipelagu Wysp Kanaryjskich. Feurtewentura jest zagłębiem aloesowym, a Lanzarote winiarskim.

Łanzarote winorośl na Lanzarote

Krajobrazy Lanzarote: zielone łąki i czarne winnice

Pola aloesowe i winnice są malownicze i fotogeniczne. Równe rzędy mięsistych liści zebranych w okółek rosnące w wulkanicznym żwirze. W równie wojskowym stylu sadzone u stóp wulkanów krzewy winorośli osłonięte przez opiekuńcze murki i podsypane zatrzymującym ciepło, grafitowym żwirem. W zasadzie monokultura, ale jakoś łatwiej mi zaakceptować monokulturę złożoną z winorośli niż monokulturę aloesową. Ciekawi mnie odpowiedź na pytanie czy wszystkie preparaty, medykamenty i kosmetyki pod znakiem Aloe vera wytworzone zostały z aloesu uprawianego na Fuertewenturze. Jakoś bardziej wierzę, że malwazje i muskaty w bodegach El Grifio, La Geria, La Florida wytłoczono z własnych gron.

Aloes na Fuerteventurze

 

Ot, takie refleksje naszły mnie przy porządkowaniu fotograficznego archiwum.

Rośliny za http://www.floradecanarias.com

3 Comment

  1. Marta says: Odpowiedz

    Piękne zdjęcia i tekst Ewo.
    Niepokój o to co u nas, też nie jest mi obcy. Dziś po drodze do pracy mineliśmy chyba ze 4 działki gdzie powalono właśnie po kilkadziesiąt drzew.

    1. Ewa says: Odpowiedz

      Wczoraj widziałam rząd powalonych brzóz, tzn. jedna tylko leżała. Po innych pozostały tylko odziomki. Przeraża mnie to, choć myślałam, że już się uodporniłam na ludzką głupotę.

  2. Niszcząc drzewa, niszczymy samych siebie, to tylko rozciągnięte w czasie. Okropność. A pokazana kraina, tak jak napisałaś, piękna i straszna zarazem. Ta czarna ziemia musi wyglądać bardzo smutno.

Dodaj komentarz